niedziela, 28 maja 2017

Dwa



Zayn


Siedziałem wkurzony na kanapie, w domu Liama. Skąd oni wiedzieli o tym, że pozostawiłem przy życiu jakąś nastolatkę i w dodatku, nie wymazałem jej wspomnień? Niby jak miałem to zrobić, kiedy była nieprzytomna i cała ubrudzona?

Jestem z jednym z najstarszych wampirów na ziemi, nie będę się fatygować, aby wymazać wspomnienia jakiejś dziewczyny z ulicy. Musiałbym zabrać ją do siebie i zaczekać, aż się obudzi. Nawet jeżeli nadal tam leży, nie zamierzam się specjalnie po to wracać, już wolę siedzieć i wysłuchiwać kazań Lydii o równouprawnieniu ludzi.

Ludzkie życie jest popieprzone tak naprawdę, to jedno wielkie gówno. Śmierdzi słabością tak bardzo, że dziwię się im, jak oni w ogóle oddychają.

Rozejrzałem się po pomieszczeniu, które byli mi tak dobrze znane. Nowoczesny salon, oczywiście wielki telewizor wiszący na ścianie i wiele różnych gadżetów.

Wyczułem na sobie czyjeś spojrzenie, wiec podniosłem oczy od razu napotykając wzrok Harrego.

- Coś tu śmierdzi tak jakby zgnilizną. - Wziąłem wdech, by zlokalizować źródło zapachu. Spojrzałem w stronę korytarza, zapach dochodzi stamtąd. Nie trzymają ludzi w pokojach, więc to musi być smród z piwnicy. - Coś tu zdechło czy Liam znów próbował przemienić w wampira jakiegoś zwierzaka?

Payne uwielbiał eksperymentować. Nieraz próbował przebudzić psa, jednak za każdym razem kończyło się to śmiercią zwierzaka i gniewem Lydii.

Wampirzyca zawsze była wrażliwa na krzywdę innych, nigdy nie raniła innych, chyba że była do tego zmuszona- wtedy nikt nie mógł jej powstrzymać.

Dostałem w tył głowy, dziewczyna patrzyła się na mnie, i gdyby spojrzenie mogło zabijać, byłbym bardziej martwy niż jestem teraz.

-Co?- spytałem ze skruchą w głosie. Wszyscy się dziwnie zachowują, tylko dlaczego? Lydia niepotrzebnie się na mnie wydziera, a reszta w ogóle się nie odzywa.

-Czy ty mnie w ogóle słuchasz? Masz znaleźć tą dziewczynę i wymazać jej pamięć, rozumiesz? - Spytała zła.

Nie rozumiem czemu, jeżeli należy do tych, którym nie da się wymazać pamięci, po prostu ją zabiję, a rodzinie wymażę wspomnienia o jej istnieniu.

To tylko zwykły człowiek, nikt więcej.

-Słyszę, nie musisz się na mnie wydzierać. Gdybym potrzebował mamusi, powiedziałbym ci o tym. - Odparłem, z uśmiechem obserwując, jak jeszcze bardziej ją denerwuję.

Lydia złapała się za skronie, ciężko wzdychając, jakbym był nic nierozumiejącym dzieckiem. Tak naprawdę, nie rozumiałem jej złości. Nie muszę wymazywać wspomnień każdej osobie, na jakiej się pożywiam. Nie muszę tego w ogóle robić, nie ma żadnej zasady dotyczącej tego.

-Zayn, ta dziewczyna z wczoraj. To Danber, musisz wymazać jej wspomnienia. Teraz nie zdaje sobie z tego sprawy, ale piłeś z niej i jesteście połączeni. Wymaż jej wspomnienia, nim będzie za późno i cię zabije. - Powiedział Liam, wstając. Lydia siedziała obok Harrego, który objął ją ramieniem.

Była zła, bo się martwiła. Wszyscy oprócz mnie byli przejęci. Na mnie nie robiło to wrażenia, skoro dziewczyna nie zdaje sobie z niczego sprawy, nie trudno będzie ją zabić.

-Po prostu ją zabije, nic wielkiego. Nie rozumiem waszego zmartwienia.

Harry westchnął.


-To nie takie proste, Zayn. Dobrze wiesz, że jest nam potrzebna do rytuału, tak jest z każdym Danberem.

-W 1027 roku zabiliśmy jednego, nie odprawiając wcześniej rytuału, zero świadków, zero konsekwencji, zero martwego mnie. - Odparłem zirytowany, nie chciałem iść teraz jej szukać.

-Nie, nie zabijesz jej. -Odparła słabo Lydia, widać było, że ma dość tej rozmowy. Prawdopodobnie ta cala sytuacja ją niepokoiła, ostatnio przy zabijaniu Danbera, prawie straciliśmy Harrego. Jako kobieta, przejmuje się nami wszystkimi. Wiemy, że jesteśmy jej jedyną rodziną i nie chce stracić żadnego z nas.

-Poważnie nie możemy jej zabić? Przynajmniej nie musielibyśmy się męczyć, szukając jej. Nie wiemy nawet, gdzie ona jest.

Czemu ona jest tak dla nich ważna, jeżeli ją zabijemy, a ciało spalimy, wilkołaki jej nie dostaną. Nie pomoże im w uśmierceniu mnie.

- To chociaż zlećcie to komuś, po co brudzić sobie ręce. Pewnie nadal się nie umyła jak to ludzie. - Dodałem, kiedy reszta patrzyła na mnie z irytacją.

Czasami bywam irytujący.

-Nie będziemy brudzić sobie rąk ani szukać kogoś, kto zrobi to za nas. To ty ją znajdziesz i przyprowadzisz do twojego domu. Nie sprzeciwiaj się mi, bo dobrze wiesz, że inaczej zrobić nie możemy. Nie wiem, dlaczego masz głupie pomysły mające na celu ocalić ją.

-Czy ty na poważnie myślisz, że będzie mi się chciało iść jej teraz szukać?- Spytałem z niedowierzaniem.

-Nie obchodzi mnie to. Potraktuj to jako karę za niewymazanie jej wspomnień. Po rytuale możesz robić z nią, co tylko zechcesz.

Westchnął zrezygnowany, nie ma sensu nie z nią kłócić, i tak wyjdzie na jej.

Będę musiał szukać szkoły, dziewczyna była jeszcze młoda, wiec nie sądzę, że już ją skoczyła. Westchnąłem z poirytowaniem.

-Lydia, przygotuj wszystko z chłopakami, nie zamierzam zmieniać się w hotel dla ludzi na dłużej niż to potrzebne. Wezmę ze sobą Louisa, on jako jedyny myśli normalnie.

Skinąłem na Louisa, wyszliśmy z salonu. Moje nastawienie co do znalezienia jej zmieniło, kiedy Lydia wspomniała o możliwości wypicia tej pysznej krwi.

Pół godziny później wychodziliśmy z domu, nie spieszyło nam się, wiec mogliśmy sobie jeszcze pograć w karty, nigdy mi się to nie znudzi.

Prosta gra, w której możesz zarówno wygrać, jak i przegrać zbyt wiele.

-Zayn, wiesz może, gdzie jest sztylet? Ten srebrny, z diamentową rączką i jakimś kamieniem w środku.

-Chyba Liam zniósł go do laboratorium, jak już będziesz tam szła, weź ze sobą też kielich, gdzieś tam powinien być.

Louis już czekał na mnie na podjeździe, opierając się o swój samochód. Słońce ładnie świeciło, aż szkoda było gdziekolwiek jechać. Miałem ochotę na spacer.


-Przejdźmy się, co?


-Samochodem będzie szybciej.


-Jak pobiegniesz, to będziesz szybszy niż samochód. - Odparłem zirytowany.


Thea


-Thea, kochanie. Wstawaj już, musisz dzisiaj iść do szkoły. Wydarzenia z ostatnich dwóch dni nie usprawiedliwiają cię z niechodzenia do szkoły. -Powiedziała moja mama, a po usłyszeniu jęku pomieszanego z warknięciem, wyszła.

Westchnęła, odwracając się na plecy i spojrzałam na sufit. Moje życie to jedno wielkie gówno. Nie robie nic poza oglądaniem seriali, jedzeniem i pisaniem wszystkiego na Twitterze. Nie mam tłumów znajomych, tylko jedną przyjaciółkę. Nigdy nie całowałam się z chłopakiem, nawet z żadnym nie rozmawiałam. Onieśmielają mnie i to bardzo.

-Thea, mama mówi, że masz wstawać. Poza tym Lucy będzie tu za kilka minut, jest już późno.

Spojrzałam na Rena, był nawet przystojny. Czarne włosy dzisiaj zaczesał do góry, a do tego miał piękne, niebieskie niczym bezchmurne niebo, duże oczy. Wszystkie dziewczyny podobno padają pod uśmiechem.

Poszedł sobie, gdy zobaczył, jak zaczynam się przebierać. Z szafy wyjęłam białą bluzkę i bordową bluzę, gdyby było mi zimno. Z oparcia krzesła wzięłam czarne dżinsy i szybko się ubrałam.

Spakowana, z telefonem w ręku zeszłam do kuchni. Lucy już siedziała przy stole i rozmawiała z moim bratem. Kocha się w nim, odkąd skończyła piętnaście lat.

Podeszłam do lodówki i jedząc jogurt, spojrzałam na koleżankę. Jak zwykle wpartywała się z uwielbieniem w Rena, który przeglądał w tym czasie coś w telefonie, czasami pokazując jej to i posyłając jeden z zalotnych uśmiechów, od których powoli zaczynało mi się robić niedobrze. Każdemu zbrzydłoby, widząc go robiącego to kilka razy dziennie. Lucy z rumieńcami się do niego uśmiechała i jednocześnie starała się zakryć swoja twarz włosami. Chłopak natomiast udawał, że tego nie widział i wciąż siedział ze wzrokiem utkwionym w telefonie.

-Idziemy?- Pokiwała głową, wstając i pożegnała się z Renem, wychodząc ze mną do szkoły.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz